Zabawa w szalonym rytmie The Prodigy

2016-01-08 13:30:18 (ost. akt: 2016-01-08 14:04:31)
Od lewej: Kamil Butkiewicz, Sławek Rodziewicz, Dawid Skrzypczak, Patrycja Kaźmierczak

Od lewej: Kamil Butkiewicz, Sławek Rodziewicz, Dawid Skrzypczak, Patrycja Kaźmierczak

Autor zdjęcia: Przemek Getka

The Prodigy większości osób kojarzy się z latami 90. XX wieku. To zespół kultowy i jak inne kultowe kapele ma swoich oddanych fanów w różnym wieku. Niektórzy z nich spotkają się w sobotę 9 stycznia na wspólnej imprezie w Olsztynie.

Chyba nie ma osoby, która nie kojarzyłaby teledysku „Firestarter”. To szalone spojrzenie Keitha Flinta z podwójnym irokezem, deklamującego w opuszczonym tunelu metra: „I’m a firestarter, twisted firestarter. You’re a firestarter, twisted firestarter”.

Zespół Prodigy istniał jeszcze przed wydaniem latem 1997 roku kultowej płyty „The Fat of the Land”. Założył go producent Liam Howlett w 1989 roku. Prodigy powstało na początku lat 90. na fali rosnącej popularności muzyki rave. Pierwszy singiel ukazał się w 1991 roku, a debiutancki album rok później. Pierwsze lata The Prodigy to właśnie muzyka rave oraz szybki i skoczny jungle. Ale to właśnie „The Fat of the Land” sprawił, że Brytyjczykami zainteresował się cały świat.
Miks muzyki elektronicznej, rockowej, szybkich bitów i wokalu zmienił myślenie wielu ludzi na temat elektroniki. No i teledysk do kawałka „Smack My Bitch Up” pełen brudnej erotyki, narkotyków i brutalności, który wciąż wywołuje u oglądających go mieszane uczucia — od obrzydzenia po zachwyt. The Prodigy stało się ikoną alternatywnego elektronicznego grania końca lat 90. XX wieku.
Mimo tego, że minęło już prawie 20 lat od premiery kultowego albumu, to popularność The Prodigy wcale nie spadła. Mają fanów słuchających ich muzyki od czasu eksperymentów z początku lat 90., ale też nowych, urodzonych już po „The Fat of the Land”. Wszyscy razem spotkają się już w najbliższą sobotę na imprezie w olsztyńskim Nowym Andergrancie. Choć z różnych powodów.
— Dla mnie The Prodigy to muzyczne ADHD — mówi Patrycja Kaźmierczak, która ma 23 lata i pierwsze kawałki usłyszała dzięki ojcu. — Budził mnie rano, puszczając głośno właśnie The Prodigy.

— A ja tak naprawdę skończyłem z nimi przygodę po „Fat of the Land”, ale nadal mam duży sentyment do trzech pierwszych płyt — zapewnia Sławek Rodzewicz, który zainteresował się brytyjskim zespołem jeszcze przed ich najbardziej znaną płytą.
Dla osób urodzonych w latach 80. XX wieku The Prodigy był często pierwszym kontaktem z niezależną muzyką elektroniczną. Wszyscy znali utwory komercyjnych zespołów, takich jak Scooter czy Marusha. Nie wszyscy jednak wiedzieli, że muzyka elektroniczna to nie tylko skoczne rytmy w stylistyce happy hardcore, puszczane na falach niemieckich stacji muzycznych. Wtedy właśnie pojawiło się The Prodigy ze swoim mrocznym materiałem na pograniczu muzyki techno i rockowej.

— W 1994 roku dostanie płyty The Prodigy graniczyło z cudem — wspomina Kamil Butkiewicz, który również z Brytyjczykami zetknął się ponad 20 lat temu. — Taka muzyka zaistniała w mainstreamie. To teraz nie ma takiej muzyki w mediach. Wtedy była dość popularna i można było jej posłuchać i zobaczyć teledyski w MTV. Oczywiście w latach 90. były podziemne rave’y, których nie uświadczyliśmy — mówi Dawid Skrzypczak.
Jest też coś, co łączy wszystkich słuchaczy The Prodigy — niespecjalnie czekają na nowe albumy. Nie oznacza to jednak, że nie lubią nowych produkcji. — Na koncerty te kawałki są okej. Byłem na kilku z nich i dalej jest energia. W latach 90. to było naprawdę wow, ale teraz to już odgrzewany kotlet — opowiada Dawid Skrzypczak, który kilka razy widział The Prodigy na żywo. Kamil Butkiewicz porównuje ich nawet z The Rolling Stones. Jednocześnie dodając: — Nie są już w stanie przeskoczyć siebie.

Sobotnia impreza dla fanów to będzie wycieczka do szalonych czasów lat 90. XX wieku. To nie tylko The Prodigy, ale cała masa dobrej muzyki. Nie tylko elektronicznej, bo tak naprawdę były to czasy kształtowania się sceny techno. Muzycy chętnie wchodzili w różnego rodzaju konfiguracje. Tak jak DJ Shadow robiący kawałki z takimi gwiazdami brytyjskiej muzyki rockowej jak Ian Brown z The Stone Roses.

— Na ostatniej imprezie leciały kawałki Fatboy Slima, Chemical Brothers czy nawet „Smells like teen spirit“ Nirvany — mówi Dawid Skrzypczak.

The Prodigy Night już w najbliższą sobotę (09.01) w klubie Nowy Andergrant. Na imprezie zagrają: INFINITY (Ex Sonic Trip!/Sonic Nation/Łódź), RUNDA (Future Science/Olsztyn/Warszawa) i WUJAS (TND/Olsztyn). Początek imprezy o godz. 21.

Michał Krawiel

Źródło: Gazeta Olsztyńska

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Komentowanie wyłączone

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB