Imprezy, Film, Koncerty, Kultura, Clubbing - Olsztyn nie ma klubu

Olsztyn nie ma klubu

2010-07-16 00:00:00

- Kiedyś był Rewers, był Boom Town – kluby w których regularnie działy się imprezy. Był target na muzykę elektroniczną. Aktualnie w Olsztynie nie ma klubu - mówi Piotr Bejnar, producent i live–performer, który w sobotę wystąpi w Cafe Latte Glamour.

Część 1. wywiadu (druga część w czwartek 22 lipca)

Rozmawia: Paweł Pawłowski

Jak się zaczęła twoja przygoda z płytą winylową?
Dokładnie 2 stycznia 1998 r. na konkursie didżejów w starym klubie „FOR” Na Artyleryjskiej, niedaleko byłego klubu Rewers. Ten klub był otwarty 24 h na dobę. Tam nawet bezdomni nocowali. To były szalone czasy. Miałem wtedy 7 płyt winylowych i nawet nie wiedziałem, że to trzeba zgrywać tempem. Nikt wtedy nie wiedział. Po prostu totalnie przypadkowo bawiliśmy się crossfader’em.

Jesteś samoukiem. Nie chodziłeś nigdy do żadnej szkoły muzycznej...
Byłem totalnym samoukiem z wielką determinacją. Nie chodziłem do żadnej szkoły muzycznej, chociaż teraz na stare lata zapisałem się na pianino i uczę się od podstaw, od „Wlazł kotek na płotek”, żeby za jakiś czas móc współpracować poważnie z muzykami.

Wcześniej występowałeś jako „PT” i „Deaf Petrol Boy”. Obecnie posługujesz się własnym imieniem i nazwiskiem. Dlaczego?
Mój świętej pamięci tata, powiedział do mnie kiedyś: "Dlaczego twoje pseudonimy artystyczne są takie dziwne jak np.: „Piti defa paka siakalaka”." Zasugerował, żebym nazwał się jakoś normalnie, tak jak się naprawdę nazywam, jak już gram swoją muzykę. W tamtym momencie poważnie zacząłem grać i wtedy też przerzuciłem się z bycia DJem na bycie live-act’owcem i producentem. To się tak złożyło w czasie. To także tata zasugerował.

Obecnie grasz na KORG Electribe ESX-1. Pamiętasz od czego, to wszystko się zaczęło?
Jeżeli chodzi o robienie muzyki, to również jest to związane z moim świętej pamięci tatą, bo chciałem kupić sobie maszynę. Całe życie byłem zafascynowany maszynami bardziej, aniżeli w robieniu na komputerze, chociaż w tym czasie idzie to w parze. Zarówno korzystam z maszyn, jak i z programów komputerowych. Tata kupił mi wtedy Yamaha RM1X, to jest taki stary sekwencer hardwere’owy z modułem brzmieniowym z 1999 r. Uczyłem się go 2 lata. Codziennie czytając instrukcję starałem się coś tam w niej zrozumieć, bo wtedy byłem jeszcze zielony z robienia muzyki. Inni chodzili sobie na imprezki, a ja siedziałem w domu i się uczyłem tej maszyny. Mam dużo save''ów na dyskietkach. Mnóstwo mam tam fajnych, ciekawych melodii, których nigdy nie wykorzystałem, ale one czekają i prędzej czy później zostaną wykorzystane. Do dzisiaj jest to najbardziej rozbudowany sekwencer na świecie. Bardziej skomplikowanej maszyny, jak chodzi o sekwencer, nikt nigdy nie zbudował. W związku z czym kolejne maszyny, jakie kupowałem były już prostsze. To były dla mnie zabawki, w których nie musiałem czytać instrukcji, chociaż każdego zachęcam by po kupieniu jakiegokolwiek sprzętu, najpierw poczytał instrukcję, a potem pytał kolegów, bo często to jest na odwrót. Dużo młodszych ode mnie kolegów pyta się jak np. przekopiować pattern, po czym zawsze odsyłam znajomych po prostu do instrukcji, bo bez niej nie ma jakiegokolwiek działania.

Kochasz jazz. Jesteś fanem Tomasza Stańko. Czy marzysz o zagraniu z nim wspólnie na scenie, czy taki performance jest możliwy do zrealizowania?
Jak najbardziej. To jest na pewno moje niespełnione marzenie, ale nie sądzę by było możliwe do zrealizowania. Tomasz Stańko jest już tak zasłużonym jazzmanem. Ten człowiek jest legendą jazzu nie tyle polskiego, co światowego. Wydaje mi się, że to jest za duży człowiek na tego typu przedsięwzięcie, a ja jestem tak naprawdę na początku mojej drogi muzycznej. Nie sądzę, by mógł się zainteresować takim przedsięwzięciem. Może kimś bardziej znanym, bardziej zasłużonym, mógłby się zainteresować. Ja jestem jego wieloletnim fanem, uwielbiam jego muzykę, ale nie liczę na tego typu kooperacje.

Jesteś rannym ptaszkiem, czy nocnym Markiem?
Kiedyś byłem nocnym Markiem. Teraz jestem totalnym rannym ptaszkiem. Kiedyś nie dbałem o swoje zdrowie. Wstawałem rano, odpalałem "Teleexpress" (śmiech), teraz kładę się wcześnie spać by móc wstać rano.

Jak wygląda Twój dzień?
Wstaję około 4-5 nad ranem. Teraz mieszkam na wiosce u mamy, bo mam remont w domu. Wstaję bardzo wcześnie, jem śniadanie, psikam się offem, ładuję laptopa z małym sterownikiem do plecaka i około 5-6 wyruszam w las, biorę ze sobą termos, koc. Wsiadam na rower, gdzieś się rozbijam i mniej więcej do wieczora na łonie natury komponuję. Wieczorem wracam, jakiś odpoczynek, kolacja. Kiedyś byłem bardzo taki do ludzi, a teraz coraz bardziej dziczeję. Muszę mieć bardzo dużo spokoju, żeby robić muzykę. Wszystko kompletnie mi się pozmieniało, tak jak z tym nocnym Markiem i rannym ptaszkiem. Kiedyś miałem mega rozgardiasz w domu. Teraz wręcz przeciwnie. Wszystko muszę mieć posprzątane i poukładane, żeby móc zacząć pracować. Wszystko się zmienia. Człowiek dojrzewa.

Masz swoje studio w domu?
Właśnie teraz buduję jedno pomieszczenie u siebie w mieszkaniu i jedno u mamy na wiosce. W końcu mogę sobie na to pozwolić. Teraz pracuje nad tym by cały sprzęt mieć podłączony do jednego włącznika. Chodzi mi o to, że wchodząc do studia naciskam jeden przycisk i wszystko się odpala. Całe życie o tym marzyłem, ale nie miałem po prostu pieniędzy na zrealizowanie tego typu rzeczy.

Jak oceniasz zainteresowanie muzyką klubową w Olsztynie?
Olsztyn nie ma klubu, od tego trzeba wyjść. Kiedyś był Rewers, był Boom Town – kluby, w których regularnie działy się imprezy. Był target na muzykę elektroniczną. Aktualnie w Olsztynie nie ma klubu i chyba na tym się rozmowa kończy na ten temat. Zainteresowanie na pewno jest, ludzie na pewno chcą słuchać tego typu muzyki i przychodzić na tego typu imprezy.

Myślałeś o własnym klubie?
Myślałem. Oczywiście może kiedyś się to wydarzy, ale to po trzydziestce, jak już troszeczkę będę starszy. To jest użeranie się z wieloma rzeczami, to jest bardzo ciężka praca. W Olsztynie, żeby klub przetrwał, żeby zarabiał z elektronicznej muzyki, musiałyby się dziać również rzeczy bardziej przystępne. Wydaje mi się, że Olsztyn jest za mały na tego typu rzeczy.

W Cafe Latte Glamour na Targu Rybnym ruszasz z nowym cyklem. Jaki charakter będzie miała ta impreza? jakich gości chciałbyś zaprosić? Masz jakieś niespodzianki?
W Glazurze będę robić imprezy co 2 tygodnie, ale głównie będzie to raz z gościem z poza Olsztyna i raz z olsztyniakami. Widzę w tym klubie potencjał. Miejsce jest na tyle zrobione z głową, że wiem, że jesienią mogą tam być bardzo ciekawe imprezy. Na 14 sierpnia zaprosiłem Maxa Skibę, zakochanego w disco lat 8''0tych, przyjedzie zagrać live’a.

Jeżeli nie mieliście jeszcze okazji usłyszeć Piotra na żywo – będziecie ją mieli już 17 lipca w Cafe Glamour Latte w Olsztynie. >>> Więcej o imprezie

Uwaga! To jest archiwalny artykuł. Może zawierać niaktualne informacje.