"Moim marzeniem jest zagrać live’a, w którym będę miał dużo instrumentów, które będę mógł na żywo sobie nagrywać, loop’ować i dokładać każdą nową sekcję, do tych które będą już wybrzmiewały" - mówi Piotr Bejnar, producent, live – performer, animator kultury. Dziś trzecia i ostatnia część wywiadu z Piotrem Bejnarem.
Rozmawia: Paweł Pawłowski
Twoim marzeniem jest zagrać na żywo, bez jakichkolwiek przygotowań, wykorzystując do tego aparat mowy i wszelkiego rodzaju dźwięki, będące inspiracją codzienności – przedzieranie kartek – wplatane w beat, przejeżdżający pociąg – podbity o parę oktaw, czy głos przechodniów.
-Właśnie pracuje teraz nad tym. Zbieram pieniążki na nowy sprzęt, który będzie nagrywał na żywo, a mianowicie - Boss RC 50 Loop Station. Między innymi chcę kupić to urządzenie i kilka innych, które wzbogacą mój live-act i umożliwią mi zagrać live-act nie przygotowany wcześniej. Kolekcjonuję dużo różnych małych instrumentów, nawet dla dzieci. Mam tego mnóstwo. Kupiłem ostatnio nawet takie małe szkolne cymbałki.
-Moim marzeniem jest zagrać live’a, w którym będę miał dużo tych instrumentów, które będę mógł na żywo sobie nagrywać, loop’ować i dokładać każdą nową sekcję, do tych które będą już wybrzmiewały. Nawet telewizor chciałbym mieć na stole razem z innymi urządzeniami – żeby podłączyć, zmieniać kanały i w trakcie nagrywać różne dźwięki, które będą wplatane w live’a. Chociaż by, reklamy pitch’ować, skracać, wydłużać, itd.
-Chciałbym kiedyś zagrać takiego live’a, ale póki co, zbieram na to fundusz, później będę musiał to wszystko zsynchronizować, zrobić tak jakby cały swój set-up, żeby jakoś tą muzykę zrobić i przygotować.
Wszystko bez przygotowań.
-Na początku, to musi być przećwiczone. Muszę się wszystkiego nauczyć. Mam Korg’a Kaospad’a 1 i Korg’a Electribe ESX-1. Chciałbym dokupić Korg’a Kaos pad’a 3 i dużo jeszcze innych maszyn i oczywiście, żeby to mieć we krwi jakoś, żeby móc zagrać takiego live’a zupełnie nie przygotowanego, to wcześniej trzeba dużo ćwiczyć, żeby wiedzieć, co kiedy zrobić. Tak jak uczysz się jeździć na rowerze, później już tylko wsiadasz i jedziesz. Tak samo jest z robieniem muzyki.
Jak u Ciebie z graniem w ostatnim czasie?
-Teraz mam taki etap przejściowy. Więcej produkuję aby na jesień móc ruszyć z nowymi rzeczami, bo jeżeli co tydzień jeździłem, to musiałem się siłą rzeczy przygotować do tego grania, a zazwyczaj u mnie przygotowanie się do grania zajmuje od 3 do 5 dni, do zagrania live’a.
Improwizacja
-Zdarzyło się kilka razy, że nagrałem praktycznie takie same live’y, ale, każdy był inny, bo inaczej go zagrałem. Na każdej imprezie staram się zagrać na tyle na ile mogę inny materiał. Tak jak, już wcześniej wspominałem – ja się szybko nudzę wszystkim. Jeżeli jesteś didżejem, to możesz kupić sobie co tydzień tysiąc nowych płyt i zagrać coś innego, nowego. Ale, żeby co tydzień robić nową godzinę muzyki, to nie ma takiej możliwości.
Współpracujesz z rozgłośnią internetową RTS.FM
-Tak. Teraz zacząłem współpracę z RTS.FM. To jest internetowe radio muzyczne. Oprócz strimmingu audio, można również oglądać artystów na żywo jak grają.
Grałeś tam już?
-Tak. Grałem tam 2 lipca
Mimo, że zajmujesz się produkcją, to i tak nadal kupujesz winyle?
-Ostatnio nie kupowałem za dużo winyli, ale znów do tego wracam. W weekend byłem w Warszawie z przyjacielem, który grał na imprezie Jacka Sienkiewicza, dostałem w prezencie od Jacka parę winyli, troszkę mnie to nakręciło do kupowania pły. Miałem pewien okres w życiu, kiedy przestałem być didżejem. Zacząłem robić muzykę i nie miałem na życie, więc sprzedawałem niektóre wydawnictwa, których teraz żałuję.
Black Roses, to cykl imprez, który zapoczątkowałeś 7 lipca 2006r. Od tamtego czasu impreza cyklicznie pojawia się na klubowej mapie Polski. Gościliście najlepszych artystów utożsamiających się z muzyką elektroniczną zarówno z Polski, jak i z za granicy.
-Kiedyś wpadłem na pomysł z moją byłą dziewczyną, żebyśmy właśnie zrobili taki cykl, bo był taki okres czasu, że nazywaliśmy każdą imprezę inaczej, a zachciało nam się właśnie zrobić cykl, by on trwał, by to jakoś budowało wyobrażenie tych imprez. Głównie nastawialiśmy się na to, żeby ściągać ludzi, którzy zagrają live’a, a jako, że w Olsztynie nikt nie robił wtedy takich imprez, więc utożsamiliśmy sobie to z tym, że jest to mało spotykane, a czarne róże można wyhodować tylko sztucznie. Te imprezy były nie spotykane w swej formie, jak również te kwiaty, więc powiązaliśmy te dwa aspekty ze sobą. Przewodnią myślą imprezy było to, by nie zamykać się na jakiekolwiek formy muzyczne. Od ambitnych, połamanych i kojących rzeczy, skończywszy na zwykłej prostej muzyce tanecznej.
Jak udała się pierwsza impreza w Boom Town?
-Bardzo dobra impreza. Co prawda był to lipiec, więc martwy okres. Grał wtedy Łukasz Seliga (SLG). Było plus osiemset na parkiecie, ze wszystkich ciekło po prostu, ale przyszło w miarę dużo ludzi jak na wakacje i impreza była jedną z fajniejszych. Wszyscy wtedy bardzo ładnie zagrali.
Kiedyś zafascynowany byłeś Aphex Twin i Squarepusher’em.
-Od tego zaczynałem. Squarepusher, jest bliskim kolegą Aphex Twin’a. Tylko to jest muzyka dla wymagających, nie dla każdego –wielu ludzi ta muzyka będzie męczyć, bo to bardzo skomplikowane sekcje perkusyjne.
-Zaczynałem grać od takich rzeczy. Przez pierwsze kilka lat grania z płyt, kiedy była potrzeba wypędzić ludzi z klubu, miksowałem dwie i ludzi nie było (śmiech).
Do dzisiaj uwielbiam Aphex Twin’a i jego twórczość.
Słuchasz jakiejś muzyki, prócz tej, którą grasz?
-Oczywiście. Z tym, że w domu już nie łupię. Staram się słuchać muzyki, która mnie zrelaksuje.
Rozmawiał: Paweł Pawłowski
Dodatkowe info o artyście znajdziecie na stronie: myspace Piotra Bejnara
Pierwsza część wywiadu
Druga część wywiadu
Piotr Bejnar + Antistatic Family - Transvizualia 2009 from Uniforma on Vimeo.
Twoim marzeniem jest zagrać na żywo, bez jakichkolwiek przygotowań, wykorzystując do tego aparat mowy i wszelkiego rodzaju dźwięki, będące inspiracją codzienności – przedzieranie kartek – wplatane w beat, przejeżdżający pociąg – podbity o parę oktaw, czy głos przechodniów.
-Właśnie pracuje teraz nad tym. Zbieram pieniążki na nowy sprzęt, który będzie nagrywał na żywo, a mianowicie - Boss RC 50 Loop Station. Między innymi chcę kupić to urządzenie i kilka innych, które wzbogacą mój live-act i umożliwią mi zagrać live-act nie przygotowany wcześniej. Kolekcjonuję dużo różnych małych instrumentów, nawet dla dzieci. Mam tego mnóstwo. Kupiłem ostatnio nawet takie małe szkolne cymbałki.
-Moim marzeniem jest zagrać live’a, w którym będę miał dużo tych instrumentów, które będę mógł na żywo sobie nagrywać, loop’ować i dokładać każdą nową sekcję, do tych które będą już wybrzmiewały. Nawet telewizor chciałbym mieć na stole razem z innymi urządzeniami – żeby podłączyć, zmieniać kanały i w trakcie nagrywać różne dźwięki, które będą wplatane w live’a. Chociaż by, reklamy pitch’ować, skracać, wydłużać, itd.
-Chciałbym kiedyś zagrać takiego live’a, ale póki co, zbieram na to fundusz, później będę musiał to wszystko zsynchronizować, zrobić tak jakby cały swój set-up, żeby jakoś tą muzykę zrobić i przygotować.
Wszystko bez przygotowań.
-Na początku, to musi być przećwiczone. Muszę się wszystkiego nauczyć. Mam Korg’a Kaospad’a 1 i Korg’a Electribe ESX-1. Chciałbym dokupić Korg’a Kaos pad’a 3 i dużo jeszcze innych maszyn i oczywiście, żeby to mieć we krwi jakoś, żeby móc zagrać takiego live’a zupełnie nie przygotowanego, to wcześniej trzeba dużo ćwiczyć, żeby wiedzieć, co kiedy zrobić. Tak jak uczysz się jeździć na rowerze, później już tylko wsiadasz i jedziesz. Tak samo jest z robieniem muzyki.
Jak u Ciebie z graniem w ostatnim czasie?
-Teraz mam taki etap przejściowy. Więcej produkuję aby na jesień móc ruszyć z nowymi rzeczami, bo jeżeli co tydzień jeździłem, to musiałem się siłą rzeczy przygotować do tego grania, a zazwyczaj u mnie przygotowanie się do grania zajmuje od 3 do 5 dni, do zagrania live’a.
Improwizacja
-Zdarzyło się kilka razy, że nagrałem praktycznie takie same live’y, ale, każdy był inny, bo inaczej go zagrałem. Na każdej imprezie staram się zagrać na tyle na ile mogę inny materiał. Tak jak, już wcześniej wspominałem – ja się szybko nudzę wszystkim. Jeżeli jesteś didżejem, to możesz kupić sobie co tydzień tysiąc nowych płyt i zagrać coś innego, nowego. Ale, żeby co tydzień robić nową godzinę muzyki, to nie ma takiej możliwości.
Współpracujesz z rozgłośnią internetową RTS.FM
-Tak. Teraz zacząłem współpracę z RTS.FM. To jest internetowe radio muzyczne. Oprócz strimmingu audio, można również oglądać artystów na żywo jak grają.
Grałeś tam już?
-Tak. Grałem tam 2 lipca
Mimo, że zajmujesz się produkcją, to i tak nadal kupujesz winyle?
-Ostatnio nie kupowałem za dużo winyli, ale znów do tego wracam. W weekend byłem w Warszawie z przyjacielem, który grał na imprezie Jacka Sienkiewicza, dostałem w prezencie od Jacka parę winyli, troszkę mnie to nakręciło do kupowania pły. Miałem pewien okres w życiu, kiedy przestałem być didżejem. Zacząłem robić muzykę i nie miałem na życie, więc sprzedawałem niektóre wydawnictwa, których teraz żałuję.
Black Roses, to cykl imprez, który zapoczątkowałeś 7 lipca 2006r. Od tamtego czasu impreza cyklicznie pojawia się na klubowej mapie Polski. Gościliście najlepszych artystów utożsamiających się z muzyką elektroniczną zarówno z Polski, jak i z za granicy.
-Kiedyś wpadłem na pomysł z moją byłą dziewczyną, żebyśmy właśnie zrobili taki cykl, bo był taki okres czasu, że nazywaliśmy każdą imprezę inaczej, a zachciało nam się właśnie zrobić cykl, by on trwał, by to jakoś budowało wyobrażenie tych imprez. Głównie nastawialiśmy się na to, żeby ściągać ludzi, którzy zagrają live’a, a jako, że w Olsztynie nikt nie robił wtedy takich imprez, więc utożsamiliśmy sobie to z tym, że jest to mało spotykane, a czarne róże można wyhodować tylko sztucznie. Te imprezy były nie spotykane w swej formie, jak również te kwiaty, więc powiązaliśmy te dwa aspekty ze sobą. Przewodnią myślą imprezy było to, by nie zamykać się na jakiekolwiek formy muzyczne. Od ambitnych, połamanych i kojących rzeczy, skończywszy na zwykłej prostej muzyce tanecznej.
Jak udała się pierwsza impreza w Boom Town?
-Bardzo dobra impreza. Co prawda był to lipiec, więc martwy okres. Grał wtedy Łukasz Seliga (SLG). Było plus osiemset na parkiecie, ze wszystkich ciekło po prostu, ale przyszło w miarę dużo ludzi jak na wakacje i impreza była jedną z fajniejszych. Wszyscy wtedy bardzo ładnie zagrali.
Kiedyś zafascynowany byłeś Aphex Twin i Squarepusher’em.
-Od tego zaczynałem. Squarepusher, jest bliskim kolegą Aphex Twin’a. Tylko to jest muzyka dla wymagających, nie dla każdego –wielu ludzi ta muzyka będzie męczyć, bo to bardzo skomplikowane sekcje perkusyjne.
-Zaczynałem grać od takich rzeczy. Przez pierwsze kilka lat grania z płyt, kiedy była potrzeba wypędzić ludzi z klubu, miksowałem dwie i ludzi nie było (śmiech).
Do dzisiaj uwielbiam Aphex Twin’a i jego twórczość.
Słuchasz jakiejś muzyki, prócz tej, którą grasz?
-Oczywiście. Z tym, że w domu już nie łupię. Staram się słuchać muzyki, która mnie zrelaksuje.
Rozmawiał: Paweł Pawłowski
Dodatkowe info o artyście znajdziecie na stronie: myspace Piotra Bejnara
Pierwsza część wywiadu
Druga część wywiadu
Piotr Bejnar + Antistatic Family - Transvizualia 2009 from Uniforma on Vimeo.
