Żarty z Hitlera dawały ulgę

2010-08-29 00:00:00

Zarzuca się im, że swój skecz "Piloci" napisali już po katastrofie smoleńskiej, choć powstał dwa lata temu. - Teraz nie gramy już tego z wiadomych powodów, ale muszę przyznać, że do czasu katastrofy skecz wszystkich bawił - mówi Robert Korólczyk, przywódca Kabaretu Młodych Panów. Grupa wystąpi 29 sierpnia w Ostródzie podczas finału Lata z Radiem.

— Będzie wybuchowo.
— Na pewno! Jak Kabaret Młodych Panów przyjeżdża, jest zawsze wybuchowo. To naprawdę dobry kabaret jest, słyszałaś?

— Coś słyszałam...
— Kabaret zrodził się z przemyślanych decyzji młodych artystów, którzy mają niemłode doświadczenie życiowe.

— I przewidują przyszłość.
— Mówisz o skeczu „Piloci”, który zrobiliśmy dwa lata temu? Powiem ci, że niektórzy ludzie mają bardzo wąski kąt widzenia. Myślą, że wymyśliliśmy ten dowcip po 10 kwietnia, kiedy w Smoleńsku rozbił się prezydencki samolot. Teraz nie gramy już tego z wiadomych powodów, ale muszę przyznać, że do czasu katastrofy skecz wszystkich bawił. Gdy mówiliśmy na scenie „teraz będą wybory”, mieliśmy owacje. Dziś niektórzy zarzucają nam, że żartujemy z poważnej sprawy. Tak nie jest, ale kabaret pokazuje palcem rzeczywiście poważne sprawy. Może nazwiemy się Kabaretem Młodych Proroków?

— Oby nie!
— Ta sytuacja pokazuje, że kabarety nie gadają głupot. Już od króla Sasa błazen miał za zadanie przez satyrę zwrócić uwagę na bezsens tego, co wokół. Dwa lata temu uważaliśmy, że na samoloty rządowe trzeba zwrócić uwagę. Życie udowodniło, że kabaret zauważa różne idiotyzmy, które mogą prowadzić do nieszczęścia. Szkoda tylko, że nikt nie wyciąga wniosków...



— Może to zbyt trudne?
— Wiesz, co mnie też zadziwia? Niektóre rzeczy w rzeczywistości wcale nie są śmieszne, a ludzi podczas spektaklu bawią. W czasie drugiej wojny światowej robiono żarty z Hitlera. To nic nie dawało, ale przynajmniej niosło jakąś ulgę.

— W tym szaleństwie jest jakaś metoda.
— Też tak można powiedzieć.

— Czyli kabaret to poważna sprawa...
— Dla mnie bardzo. Kabaretem zainteresowałem się w szkole podstawowej. Już wtedy byłem pod wrażeniem ludzi, którzy bawią innych. Starałem się naśladować najlepszych — Laskowika i Smolenia. Później wszystko się zmieniło. Zająłem się innymi rzeczami, które nie rokowały, że będę kabareciarzem. Przyszedł jednak ten dzień... Miałem osiemnaście lat i spotkałem wspaniałego człowieka — Olka Chwastka, uważanego za duchowego przywódcę rybnickich satyryków. Olek niestety już nie żyje... Ale tchnął we mnie duszę kabareciarza. A może ją po prostu ją odkrył? I tak zaczęliśmy robić swój kabarecik — najpierw NIC, a później Du Du. Jeździliśmy na różnego rodzaju przeglądy. Z jakim skutkiem? Bywało różnie. Ale jeździłem też na warsztaty kabaretowe i chłonąłem tajniki „rozśmieszania”. I tym sposobem kabaret stał się częścią mojego życia.

— Częścią?
— Tak, bo najpierw stawiam na rodzinę, a dopiero potem na kabaret. Praca pochłania mi kawał życia i dużo czasu. Niektórzy myślą, że bycie kabareciarzem niewiele kosztuje. Że jeśli się ma poczucie humoru, to już połowa sukcesu. Tymczasem praca to praca, nawet ta śmiechu warta.

Kabaret Młodych Panów został założony w 2004 roku w Rybniku. W 2005 i 2007 roku grupa triumfowała podczas Lidzbarskich Wieczorów Humoru i Satyry. Najpierw zdobyła I miejsce, potem Grand Prix i indywidualną nagrodę za osobowość dla Mateusza Banaszkiewicza. Gdy wychodzą na scenę, publiczność wpada w szał i płacze ze śmiechu. Nie boją się satyry społecznej i politycznej, ale dawkują ja z pomysłem i ze smakiem. Inteligentny dowcip i zaskakujące pointy są domeną ich występów. Kabaret Młodych Panów, Blue Cafe, Stachursky i Pan Yapa wystąpią 29 sierpnia w Białych Koszarach w Ostródzie. Start imprezy o godz. 16. Wstęp wolny.

Ada Romanowska
Uwaga! To jest archiwalny artykuł. Może zawierać niaktualne informacje.