— Nie szaleję, nie tupię na koncertach — twierdzi Wojciech Waglewski, który zagra w sobotę w Olsztynie.
W Olsztynie zagra pan z synami piosenki z „Męskiej muzyki”. Uważa pan, że muzyka ma płeć?
— Mężczyzna bierze się za uprawianie zawodu artystycznego zawsze z powodu kobiety. A tytuł wziął się stąd, że jest to muzyka zagrana w męskim gronie. Oczywiście przewrotnie połączyłem te dwie płcie, bo chciałem, żeby traktowano płytę z przymrużeniem oka. Chciałem, by muzyka ociekała testosteronem. Ale na płycie nikt nie znajdzie „maczeizmu”.
A na koncercie?
— Że niby mamy odkryte torsy i złote łańcuchy na owłosionych piersiach? Tego też nie ma. Nie szalejemy, nie tupiemy. Ale zdarzają się występy, na których i ja, i synowie czujemy niesamowitą energię. Po trosze można to nazwać szaleństwem.
Może czas wydać teraz „Damską muzykę” w duecie z żoną?
— Wydałem już kiedyś płytę „Voo Voo z kobietami”, a teraz mało czuję się predysponowany do pisania damskiej muzyki. Co do żony — nie sądzę, by zechciała ze mną coś nagrać. Nigdy się z muzycznymi talentami nie ujawniała.
Ale nagrał pan żonie Grażynie płytę „Gra-żonie”.
— Pięknie wtedy zareagowała i kocha mnie do dziś. I pięknie mi podziękowała. Nie mogę jednak opowiadać tak osobistych rzeczy.
Ten prezent to przeprosiny, czy wyraz miłości?
— Płytę nagrałem w czasie, gdy pracowałem nad „Małym Wu Wu”. Była to długa i żmudna praca. Chciałem złapać trochę oddechu i wykorzystać studio. Siadłem i nagrałem teksty, które w Voo Voo nigdy by się nie pojawiły, bo były zbyt osobiste. Płyta powstała z miłości. To na pewno.
Czyli jest pan muzykiem sentymentalnym, a nie rockmanem z krwi i kości.
— Myśli pani o sex, drugs and rock''n''roll? To stereotyp! Pamiętam jak do Polski przyjechali Iron Maiden. Muzycy przed wyjściem na scenę zamiast się szprycować, zagrali w piłkę. Wszyscy byli zdziwieni. Ale wszystko ma dwie strony medalu. Znam artystów, którzy prowadzą życie samodesktrukcyjne, ale znam też żyjących spokojnie u boku swoich żon — jak Kazik, Leszek Janerka, Muniek. Model muzyka-alkoholika tworzony jest na potrzebę mediów i ulepszania biografii.
Ada Romanowska
Waglewski, Fisz i Emade zagrali w sobotę w olsztyńskim amfiteatrze. Koncert zorganizował MOK.



Dodaj komentarz