-
Jest rodowitą mieszkanką Aniołowa w gminie Pasłęk. Wyjechała stąd jako nastolatka, ale wróciła na stałe po przejściu na emeryturę. Od czternastu lat jest prezesem miejscowego stowarzyszenia, które działa na rzecz Aniołowa.
-
— Ty jak idziesz, to tańczysz — tak mówią znajome spotkane na ulicy. I zapewne sporo w tym prawdy. Moja przygoda z tańczeniem zaczęła się siedem lat temu.
-
W tej rodzinie siła! Bracia Jarosław i Bogdan Rutkowscy, strongmani z niewielkiego Srokowa, nie mieli sobie równych podczas rozgrywanych 21-22 kwietnia w Gdańsku Międzynarodowych Mistrzostw Polski. Dwaj bracia, dwaj mistrzowie!
-
Jacek Gryszkiewicz z Dobrego Miasta chodzi boso. Buty zakłada tylko na pogrzeby i to z szacunku dla zmarłego. Mówi, że świat na bosaka smakuje dużo lepiej, tak jak obiad bez mięsa.
-
Mieliśmy rozmawiać o tańcu towarzyskim, ale zaczęliśmy od rolek, roweru, łyżew i nart. — Najpierw były inne obowiązki — tłumaczy Jarosław Czerniawski, właściciel firmy administrującej nieruchomościami. — Studia, praca, rodzina, dzieci. Teraz dzieci są samodzielne, więc można poświęcić się własnym pasjom.
-
Ma 75 lat i jest prawdziwym wulkanem energii. Jeździ na rowerze, lata na paralotniach, a jej największym marzeniem jest skok ze spadochronem. — Biorę życie za rogi i idę do przodu — mówi Irenka Dudzin.
-
Czy z sześćdziesiątką na karku wciąż można odnosić poważne sportowe sukcesy na arenie międzynarodowej? Stanisław Kamiński udowodnił, że — owszem — można. 62-letni zapaśnik z małych mazurskich Nawiad sięgnął po złoto w Los Angeles.
-
Antoni Bałaszewicz mieszka w Lipinkach pod Biskupcem Pomorskim. Jest „świeżym” emerytem, ale nie potrafi usiedzieć na miejscu. Młodzież i dzieci uczy grać na tradycyjnych instrumentach, pisze wiersze i... hoduje kozy. Jest ślusarzem, miał swój zakład. — Wyuczyłam zawodu 56 uczniów — nie kryje dumy.
-
Ma dwie pasje w życiu: pływanie i długie spacery. Kocha ruch. Nie ogląda seriali, bo jak mówi szkoda czasu, a najlepsze filmy kręci samo życie.
-
Z dawnych czasów pamiętam, że młodych od starych odróżniał strój. To najbardziej rzucało się w oczy. Po przekroczeniu +/- czterdziestki ludzie jakby nagle w sobie się zapadali.